Uchylam ociężałe powieki. Widzę sufit. Niezbyt jasny, ale też niezbyt ciemny. Mieszanina barw wszystkich odcieni brązu. Wyciągam rękę w górę i przyglądam się swoim palcom. Zniszczona, sucha i brudna skóra rzuca się w oczy. To samo dzieje się z paznokciami poobgryzanymi do krwi. Zdaję sobie sprawę, że jestem zaniedbana. Moje włosy aż krzyczą o wizytę u fryzjera. Wszelkie blizny zdobiące ciało wołają o pomstę do nieba. Tylko co ja mogę zrobić w obliczu biedy, która mnie otacza?
Opuszczam po chwili rękę. Bolą mnie wszystkie mięśnie i nie jestem w stanie utrzymać jej długo na wysokości. Dawno nie miałam do czynienia ze skutkami używania nadmiernej ilości mocy. Nie przeszkadza mi to. Przejdzie po tygodniu. Ale ten tydzień będzie mordęgą. Wyobrażam sobie rwący ból w całym ciele występujący podczas chodzenia i mimowolnie się wzdrygam. Niezbyt przyjemne doświadczenia czekają przede mną. Czas się uzbroić w cierpliwość.
Zamykam oczy i chcę znowu zasnąć. Niestety, zapadam tylko w płytki sen. Słyszę więc wszelki hałas, szmer czy jęknięcia drewna zdobiącego podłogę. To uciążliwe. Miałam nadzieję na odcięcie się od świata i wymazanie z pamięci ostatnich wydarzeń. Pragnęłam zanurzyć się w odmęty snu i z nich nie wychodzić.
Tym czasem, do moich uszu dociera skrzypienie drzwi. Nie uchylam jednak powiek. Będę udawać, że śpię i może da mi spokój.
- Eh... Głupie drzwi. Trzeba je naoliwić w końcu! - głos kobiety rozległ się w pomieszczeniu. Przeszedł echem i wrócił do niej. Rozpoznaję po barwie, intonacji oraz akcencie, że to nie tamta z wczoraj. Wczoraj? Może minęło już kilka dni i o niczym nie wiem?
Odgłos zamykanych drzwi. Później są kroki. Ciche i szybkie niczym kot. Zbliżają się do miejsca, w którym leżę. Staram się nie uśmiechać. Próbuję kontrolować oddech. Jestem w pełni opanowana, gdy czyjś cień przesłania mi światło padające z okna znajdującego się na ścianie naprzeciw łóżka.
Stwierdzam, że ta osoba ładnie pachnie. Stoi przy mnie na tyle blisko, że czuję aromat wanilii pomieszany z miętą. Ten zapach przypomina mi o mamie, którą zepchnęłam w najdalszą część umysłu. Otwiera on stare, zabliźnione rany. To boli. Bardzo. Chce mi się płakać, ale przecież nie mogę. Nie przy tej kobiecie. Jestem ciekawa, jak ma na imię...
- Wiem, że nie śpisz, więc daruj sobie te podchody, Cornelia-san - chwila ciszy przerywana tylko naszymi spokojnymi oddechami. Nadal się nie ruszam, nie mam odwagi. I siły. Przede wszystkim siły. Nagle otworzenie oczu staje się zbyt trudne. O zgrozo...
Ciche westchnięcie. Kobieta mówi coś do siebie, podchodzi jeszcze bliżej. Chce mnie złapać za rękę, ale jestem szybsza. Zeskakuję z łóżka, mijam ją i z miną wyrażającą ogromne cierpienie przyjmuję postawę obronną.
Znowu wzdycha i patrzy na mnie z politowaniem. Teraz mogę się jej przyjrzeć. Jest wysoka. Dużo wyższa ode mnie. Może to przez te kilkucentymetrowe szpilki. Twarz oplatają kobiecie krótkie, brązowe włosy przypominające barwą mleczną czekoladę bądź laskę wanilii. Oczy są identycznego koloru, ale gdzieś głęboko w nich dostrzegam ogromny smutek. Zaczynam się zastanawiać, dlaczego wygląda tak, jakby miała się zaraz popłakać.
Opuszczam więc ręce. Staram się przybrać w miarę dobrą pozycję stojącą, by ograniczyć rwanie mięśni do minimum. Chcę zaspokoić swoją ciekawość nawet jeśli będą to niezręczne pytania.
Otwieram usta a z nich wydobywa się głos cichszy od szeptu. Nie poznaje go. To nie mogę być ja. Za bardzo się łamie. Zbyt niepewnie brzmi.
- Kim jesteś? - chwila ciszy zamienia się w minuty, przy których lustrujemy siebie nawzajem czekając, aż ta druga zrobi ruch. Mam nadzieje, że dostanę odpowiedź. Łaknę jej. Mam wrażenie, że bez niej nie przeżyję. Jest to dla mnie tlen, dzięki któremu mogę oddychać. Ale ona tylko patrzy. Trzyma mnie w mackach niepewności i nie puszcza. Czy to kara za ciekawość? Karcę siebie w myślach za głupotę. Czuję się zażenowana. I kiedy tak myślę o sobie jak o naiwnej kretynce, ona do mnie podchodzi powoli, spokojnie. Nie widzę u niej oznak zdenerwowania tylko rezygnację. I to mnie martwi najbardziej. Co planuje?
Stajemy twarzą w twarz. Ciepły oddech kobiety owiewa mi twarz, odgarnia krótkie włosy do tyłu. Tym czasem mnie nie stać nawet na głębsze wdechy i wydechy. Widać, że stres przejmuje nade mną władze. Co za wstyd...
- Sasagawa Hana - podaje mi drobną, zadbaną dłoń. Dostrzegam na nieskazitelnie czystych paznokciach manikiur. Ciekawi mnie, jak to jest być w pełni czystym, jak to jest być pięknym i rozchwytywanym przez płeć przeciwną. Zastanawiam się, czy i ja kiedykolwiek będę wyglądać tak jak Sasagawa Hana. Pełna gracji i dumy kobieta. Czy mnie będzie stać na taki wysiłek? Czy dam radę zmienić się na tyle, by gromadzić wokół siebie ludzi?
Ściskam jej dłoń niepewnie, delikatnie. Rzadko ktokolwiek okazywał mi tyle ciepła, więc nie wiem, jak powinno się reagować. Mam pustkę w głowie, której nie umiem zapełnić. Co robić? O czym myśleć? Gdzie się patrzyć? Co mówić? Czy w ogóle coś mówić? Za dużo pytań bije mi się po głowie i boli mnie pod czaszką. Tępy ból nieustępliwie pulsuje. Z każdą chwilą nabiera na sile. Przynajmniej odnoszę takie wrażenie, zapewne mylne. Uspokój się, oddychaj głęboko...
- C... - chcę przedstawić się mechanicznie. To chyba łączy większość ludzi. Kultura. Odpowiednie zachowanie. Nawet ja to wiem, choć nie za często obcowałam z innymi. Ale przypominam sobie, że ona już zna moje imię, pewnie już wie o mnie wszystko. Puszczam więc szybko dłoń Sasagawy i cofam się speszona, przestraszona. Cała złość, którą pałałam wcześniej, ulotniła się w te kilka minut parę dni temu. Teraz odczuwam tylko pustkę, nie mam chęci do życia. Zaczynam myśleć, że lepiej by było gdyby mnie zabili. I zanim zdążę ugryźć się w język, potok słów wychodzi z mych ust i nic nie umie go zatrzymać. Nawet tornado pustoszące miasta.
- Dlaczego jeszcze mnie nie zabiliście? - te bolesne pięć słów przeszywa moje serce, rani dotkliwie. Może jest im mnie szkoda? Może się nade mną litują?
Przez cały czas patrzę w oczy Hanie. Nie wiem, czy mogę tak o niej myśleć. Czy wypada mi nazywać ją w myślach po imieniu? Może powinnam jednak używać nazwiska? Nie wiem prawie niczego. Zostaje mi wyciąganie wniosków. A jednym z pierwszych jest fakt, że moje słowa doprowadziły kobietę do płaczu. Słone krople spływają powoli z jej policzków zostawiając po sobie mokre ślady. Nie mam wyrzutów sumienia. Tylko patrzę i podziwiam. Nie robię tego jednak długo, bo ona mnie mocno przytula. Zakleszcza wokół mojej talii swoje umięśnione ręce i nie puszcza. Wypłakuje się na moim ramieniu.
- Jakaś ty głupia, dziewucho... Taka głupia - szepcze pomiędzy szlochami. Po raz kolejny nie mam pojęcia, co powinnam zrobić. Objąć ją? Pocieszyć? Tylko jak? Nie znam się na tym. Mogę też dać upust swoim myślom i zranić ją jeszcze bardziej. Tak, to ostatnie byłoby jak najbardziej w moim stylu. Odpycham ją mocno. Tak mocno, że upada na tyłek. Moje ciemne oczy są przesiąknięte chłodem. Nie ma w nich za grosz ciepła, empatii. Wbijam wzrok w jej twarz i zaciskam usta w wąską kreskę. Gdy się odzywam, mój głos przypomina bardziej warczenie zwierzęcia. Jest niski, gardłowy.
- To ty jesteś głupia. Skoro ja chcę was wszystkich wytłuc to wy również powinniście zrobić ze mną to samo. Naturalna kolej rze... - w jeden chwili twarz Hany zmienia się nie do poznania. Widzę, jak ogarnia ją furia, rysy stają się ostrzejsze, groźne. Nie kończę zdania, bo dostaję w twarz z liścia. Policzek pulsuje mi boleśnie, robię dwa kroki w tył. Jestem tak zszokowana, że nie nadążam za jej ruchami i po chwili siedzę na podłodze z całą obolałą twarzą. Już myślę, że mnie kopnie w brodę. Spuszczam głowę, ukrywam twarz za włosami i oczekuję mocnego ciosu. On jednak nie nadchodzi. Mam zamknięte oczy, więc nie wiem, że kobieta idzie do wyjścia. Słyszę tylko szybkie kroki, stukanie obcasów oraz skrzypienie zawiasów drzwi. Odwracam się do niej zszokowana. Nadal nie dociera do mnie, co się właściwie wydarzyło. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Oczekiwałam jeszcze większego płaczu. A tu proszę, taka niespodzianka i to niezbyt przyjemna. Otwieram usta, by powiedzieć coś jeszcze, ale ona sprawia, że zamykam się w sobie. Jej słowa przeszywają moje serce niczym miecz.
- Nie mogę uwierzyć, że ty naprawdę jesteś córką Tsuny i Kyoko. To wprost niewiarygodne, że ktoś taki jak ty jest z nimi spokrewniony! - trzaska drzwiami. Ja tylko siedzę zszokowana. Gdybym mogła, pewnie sama bym się teraz popłakała, ale przecież nikt mnie tego nie nauczył. Nikt nigdy nie dał mi szansy ulania łez. Oczy mnie szczypią. Nic jednak nie nadchodzi. Nie czekam więc dłużej i wstaję. Nie chwieję się, nie okazuję, że jakkolwiek mnie poruszyło zachowanie Sasagawy. Tak na wszelki wypadek, bo ktoś może mnie przecież obserwować.
Rozglądam się uważnie. Nic, pusto. Tylko meble. Kamery są pewnie bardzo dobrze pochowane tak, by ukryć je przed moim wzrokiem. W pokoju panuje cisza przerywana jedynie moimi lekkimi oddechami. Czekam przez chwilę nadziei, że ona wróci i będziemy mogły kontynuować tę żałosną rozmowę. Jest to jednak lepsze niż siedzenie w kompletnej ciszy, w osamotnieniu i z przeświadczeniem, że jest się jedyną osobą w całym domu. Nawet w psychiatryku słychać było jęki i błaganie o pomoc, o wypuszczenie z tych klitek. Miałeś sąsiada za ścianą, który zamieniał z tobą kilka zdań o tym, co będzie jutro. Czy coś się zmieni, a może pozostanie takie samo.
Tutaj natomiast nie ma nikogo. Niczego, co mogłoby zająć moje zrozpaczone myśli. Zwijam się w kłębek i chowam głowę w kolanach. Zaczynam kiwać się w przód i w tył jak w transie. To mnie uspokaja, usypia. Wyłączam się całkowicie, pozwalam sobie na odrobinę rozluźnienia. Ubrania - dopiero teraz zauważam, że przebrano mnie w czystą, białą, aksamitną koszulę sięgającą do półuda niczym osławione sukienki mini. Wyczuwam również czystą bieliznę. To niesamowite, ile radości, ile ulgi mogą dać takie błahe rzeczy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam na sobie czyste ubrania!
Wydaje mi się, że promieniuję jaskrawym światłem bijącym po oczach i tak też się czuję. Włosy z wdziękiem opadają mi na twarz. Nie są już posklejane i tłuste. Teraz jest to malutka zasłona. Gładka, delikatna, przynosząca na myśl najdroższe materiały, o których nie mam bladego pojęcia. Osłania moją twarz przed wzrokiem wścibskich obserwatorów. Gdybym tylko była odpowiednio odżywiona, mogłabym uchodzić za piękną.
Z otępienia wyciąga mnie jedno mocne kopnięcie w głowę, które sprawia, że mroczki wdzierają się pod powieki i nieustępliwie dają o sobie znać. Miejsce uderzenia pulsuje boleśnie. To tak, jakby miliony młotów pneumatycznych rozbijało ci podstawę czaszki.
Leżę jak długa na podłodze i przyjmuje na siebie kolejny cios, tym razem w żebra. Czuję, jak pod skórą pękają mi kości i boleśnie wbijają się w cieńką barierę oddzielającą je od świata. Krzyczę z bólu. Unoszę z trudem głowę i staram się dostrzec napastnika. On jednak przygniata mnie stopą do podłogi powodując kolejne fale bólu i cierpienia.
Pluję krwią i kaszlę. Ledwo patrzę na oczy, wszystko zostało przytłumione przez szum w uszach. Mam wrażenie, że świat obraca się w niewłaściwy sposób. Już nie próbuję poddźwignąć się na łokciach. Nie mam na to siły.
- Idziemy - mężczyzna warczy i łapie mnie za kołnież - Jeszcze zrobimy z ciebie człowieka, Jedenasta - i zaczyna ciągnąć po podłodze. Ręce luźno zwisają mi po obu stronach ciała i wpatruję się w szybko oddalającą ścianę. Przełykam ślinę pomieszaną z krwią i zastanawiam się, jak im się to uda.
- Powodzenia - charczę. On się tylko śmieje i idzie dalej korytarzem. Ten śmiech pobrzmiewa jeszcze w mojej głowie przez chwilę a później znika pozostawiając po sobie niezręczną ciszę przerywaną cichym szurnięciami.
* * *
Ta dam~ Się rozpisałam tym razem… Wybaczcie, że tak długo, ale jakoś nie miałam czasu ani weny :c
Witam, witam~!
OdpowiedzUsuńNie zaglądałam tu od... No, od dawna. Rozdzialik świetny, miło się go czytało. Tylko mam jedno pytanie, kiedy następny? Piszesz bardzo ładnym stylem więc chciałabym (z resztą pewnie nie tylko ja) więcej~!
Weny, weny i jeszcze raz weny~!
OMG... Nigdy nie sądziłam, że znajdzie się ktoś, kto będzie komentował to coś. *spaliła buraka* Po pierwsze, chciałam Ci podziękować za tak miłe słowa. c: A co do rozdziału... Jest w trakcie tworzenia, ale jak to bywa ze mną, nie lubię robić czegoś na odwal. I tak odkładam skończenie tego, by nie zepsuć przypadkiem efektu końcowego. Obiecuję jednak, że w najbliższych dniach postaram się go dodać.
Usuń